fbpx

Jak Wrocław walczył z epidemiami?

Travello » Ogólne » Jak Wrocław walczył z epidemiami?

Świat od stuleci zmaga się z nieszczęściami – kataklizmami, wojnami czy epidemiami. Niestety bardzo trudno jest je uniknąć, nawet w XXI wieku. Od kilku miesięcy świat męczy się z nowym nieznośnym wirusem, a Dolny Śląsk i Wrocław od około 2 tygodni. Nie pierwszy raz Wrocław (i nie tylko) jest wystawiony na próbę.

Legendarna zaraza

Dawno temu (w 1542 roku) wybuchła we Wrocławiu zaraza. Śmierć zdziesiątkowała mieszkańców miasta. Umierali bogaci i biedni, nieszczęście dosięgło uczciwych mieszkańców jak i drobnych cwaniaczków.

W owych smutnych dniach, na jednej z wrocławskich ulic stał pewien lokalny mieszczanin i ze smutkiem obserwował przechodzące liczne orszaki pogrzebowe. Ceremonie pogrzebowe były skromne, gdyż rodziny były pomniejszone i umęczone trudną sytuacją materialną.
Nagle do mężczyzny podszedł jakiś nieznajomy. Był to siwy wzbudzający poważanie, leciwy człowiek.  Podał mieszczaninowi ziele – biedrzeniec i powiedział – weź to ziele i idź ratować swoich bliźnich. Nieznajomy powiedział, aby mężczyzna poszedł o wschodzie słońca za miasto i szukał tych roślinek. Korzenie biedrzeńca miały być lekarstwem na zarazę.
Zaskoczony obserwator, gdy tylko wziął w rękę ów roślinę, nieznajomy starzec zniknął mu z oczu. Pełni nadziei mieszkańcy Wrocławia zaczęli poszukiwania biedrzeńca. Ziele okazało się skutecznym lekarstwem i wkrótce zaraza wygasła.
Dowodem tej historii był stary obraz, który wisiał w dawnej Bramie Świdnickiej. Widniał na nim stary Wrocław i pola podwrocławskie, po których przechadzają się ludzie w poszukiwaniu biedrzeńca.

Jak podaje Krzysztof Kwaśniewski w “Legendach i podaniach wrocławskich i dolnośląskich”, wierzenie o uzdrawiającej mocy biedrzeńca, zwłaszcza przeciwko tak zwanej morowej zarazie, znane było nie tylko na Śląsku, ale i na innych ziemiach Polskich.

Niezwykła roślina

Biedrzeniec wielki to roślina należąca do rodziny selerowatych.  Biedrzeniec występuje niemal w całej Europie. Podaje się, że biedrzeniec ma działanie lecznicze. Korzeń biedrzeńca używany jest przy przewlekłych schorzeniach górnych dróg oddechowych gardła i krtani, w nieżytach oskrzeli, w kaszlu czy astmie. Leczy dolegliwości przewodu pokarmowego, jak przewlekłe nieżyty żołądka i jelit, dolegliwości wątrobowe, w schorzeniach pęcherza i dróg moczowych oraz kamienicy nerkowej. Szerokie działanie rośliny wykorzystywany jest przy chorobach takich jaki anoreksja, odra czy różyczka.  

Legendy, legendami ale to Maciej Przybyło, który w 1531 lub 1532 przybył do Wrocławia pomógł ludności w walce z epidemią. Zorganizował wywóz nieczystości z miasta, kontrolę sanitarną pożywienia i aptek. Napisał “Instrukcję przeciw zarazie”, pierwszy taki podręcznik w Europie. Zmarł w 1543 roku we Wrocławiu i został pochowany w kościele Św. Marii Magdaleny, gdzie umieszczono jego epitafium.

Wrocław, fot. M. Lenar

1963 epidemia ospy prawdziwej

Całkiem niedawno, bo 57 lat temu Wrocław  walczył z epidemią ospy prawdziwej – wirusa, który odciął miasto od reszty kraju.
Pacjentem zero, był Bonifacy Jedynak – pracownik wywiadu, który po powrocie z podróży służbowej do Indii źle się poczuł. W szpitalu okazało się, że przywiózł egzotyczną chorobę – malarię. Poddano go leczeniu, a kiedy poprawił się stan chorego, został wypisany do domu. Był 15 czerwca 1963 roku. Z czasem do ośrodków zdrowia i szpitali zgłaszali się kolejni chorzy, u których podejrzewano ospę wietrzną. Służby medyczne miesiąc po wypisaniu do domu oficera wywiadu, zorientowały się,  że stwierdzono błędne rozpoznanie.
15 lipca dr Bogumił Arendzikowski stwierdził, że we Wrocławiu zadomowiła się variola vera. Pacjent zero prócz malarii przywiózł z podróży także wirusa czarnej ospy. Sytuacja wyglądała fatalnie, władze i lekarze zdawali sobie sprawę, że od pierwszego zachorowania do właściwej diagnozy minęło 47 dni. Przez okres prawie 7 tygodni, każdy nosiciel rozsiewał wirusy na kolejne osoby. Co gorsza, wirusa przenoszono nie tylko drogą kropelkową, ale również można było się zarazić poprzez kontakt z wszystkim, czego dotykał chory.

Ogłoszenie epidemii

Stan epidemii ogłoszono 17 lipca, odwołano go 19 września. Na czarną ospę zachorowało 99 osób – najwięcej było pracowników służby zdrowia. Władze miasta utworzyły listę ludzi, którzy ostatnio mogli mieć kontakt z chorymi na ospę prawdziwą. Pracownicy sanepidu musieli odnaleźć te osoby i przewieźć ich do specjalnych izolatoriów.

Zmarło 7 osób, w tym cztery to lekarze i pielęgniarki. Wrocław został na odcięty od reszty kraju kordonem sanitarnym. Mimo to, choroba wydostała się poza miasto, leczono ją w pięciu województwach.

Nikogo nie zdziwi fakt, że w mieście podjęto wiele działań profilaktycznych. Zakazywano sprzedaży chleba w sklepach samoobsługowych. Zamknięto baseny i kąpieliska.  W budynkach publicznych klamki owinięte były bandażami nasączonymi chloraminą (silnym środkiem do odkażania). Pojawiły się tablice z napisem „Witamy się bez podawania rąk”.

Powołano grupę dezynfekcji, dezynsekcji i deratyzacji. Grupa systematycznie odkażała sprzęty, odzież, pomieszczenia, glebę oraz przedmioty codziennego użytku.

Prognozy rozprzestrzeniania się choroby nie były optymistyczne. Światowa Organizacja Zdrowia jeszcze w początkowych fazach epidemii przewidywała, że na ospę prawdziwą zachoruje około 2000 osób, z czego 200 zabije.
Jednak masowe szczepienia, izolowanie ludzi, regularna dezynfekcja i kwarantanna miasta zminimalizowały straty. 10 sierpnia zachorowała ostatnia osoba znajdująca się poza szpitalami i izolatoriami. 19 września oficjalnie odwołano stan epidemii.

Julia

Wytrawna podróżniczka palcem po mapie, wielbicielka legend i podań nie tylko dolnośląskich.

Zobacz artykuły

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *